O mężach, kochankach, demonach i Sobie. Jak działa Ciemność czyli stare relacje czas zamknąć ostatecznie… Co uświadomione, nie istnieje !

Wstęp

To niebywałe jak Bóg doskonały jest.
Miałam dziś rano zamiar pisać tekst o swoim Zrozumieniu i Rozpoznaniu Kogoś w Sobie, którego ostatecznie doświadczyłam. To temat wielki, boski.. o związkach, sobie, kobiecości i odkrywaniu Siebie.
Jednak nie było mi dane.. w dość pokrętny sposób doszłam do tematu, który odkładałam na później.

Temat mojego drugiego małżeństwa. Ale czy oby tylko drugiego ?
I niby był taki dla mnie już Jasny, tak wybaczyłam, tak zrozumiałam…. a wciąż jednak tkwi w nim coś.
Coś co mnie ściąga, co odbiera Moc, co od Boga odciąga. Muszę to wyciągnąć na Światło !

Bóg wie czego mi potrzeba…
więc zesłał mi Piotra (na FB), który podsunął mi dziś „pod nos” temat o naturze Boga, systemie, wyborach i w końcu tekst o działaniu Sił Ciemności.
Zarezonowało to ze mną tak bardzo, że zaczęłam pisać… Płynęło, czułam jak się rozszerzam w swojej świadomości. Chciałam bardzo pisać.. szybko, pisać, pisać… chciałam być z tym Sama.

Do rzeczy, czyli jak kłębek się rozwija…

Ponieważ sama wychowuję syna, a jego ojciec jest „dochodzący”, to poprosiłam go, żeby zajął się dziś synem, a ja w spokoju będę mogła zająć się pisaniem. Czułam, że to może się nie udać, ale ufałam w proces.
W trosce o swój komfort :)))  zrobiłam nawet obiad rano, żeby tylko nie przerywać tego co płynie.
coś tak czułam, że to jakiś wkręt, bo nigdy tak się nie zachowuje. Nie jestem zachowawcza, ale zrobiłam i nawet przez chwilę byłam z siebie dumna, że tak świetnie się zorganizowałam 🙂 hahahahaha.

No i stało się.. po 7 godzinach pisania wszystko co napisałam, skasowałam jednym kliknięciem na FB.
Zło się rozradowało !
A ja zadrżałam, serce zabolało, bo wszystko tak pięknie płynęło z poszerzonej świadomości Siebie.

Natychmiast zeszłam do gęstości, do ciała, do bólu w nim i do złości. I zapytałam siebie, Boga w Sobie po co to wszystko ?
Zapewne nie dałam czemuś wystarczająco dużo uwagi.. ?
i za chwilę pokazane mi było .. czemu.. w zasadzie komu.

Miałam ponownie przyjrzeć się mojej relacji z byłym mężem.
Ale chyba nie jednej relacji.. czułam OGROM, ogrom czegoś co całe życie odsuwałam oby tylko nie konfrontować za bardzo. DOPADŁO MNIE !
Opisałam ją (moją relację z drugim mężem) w tym tekście, który napisałam i skasowałam. Przyszło zrozumienie, że chciałam załagodzić, chciałam zamknąć wysłaniem Miłości i basta.
Nie chciałam odkryć kart i ujrzeć dna.
Mało tego, oceniłam siebie że nie dość Miłość w Sobie mam, żeby go tak Kochać kiedy on mi „zło” czyni. 🙂 oceniłam jego, że zło mi czyni. Dobre ! Bardzo dobre !

Trochę historii

Całe moje życie miałam ‚nieudane” jak sądziłam związki. Dwa małżeństwa i tzw. były związki luźne, i te płomienne z pożądania lub z innej boskiej głupoty. Takie, co to człowiek się zatraca.
W zasadzie wszystkie związki męsko-damskie, które miałam powodowały zatracenie ! Dosłownie.
Tak bardzo się zatracałam w Kimś, że kompletnie nie umiałam odszukać Siebie.
Zresztą ja nigdy nie przywiązywałam się do nikogo, zawsze kiedy dochodziło do tematu „bliskość’ uciekałam.. tłumaczyłam to różnymi warunkami natury psychologicznej, jak m.in.. lęk przed odrzuceniem. Dziś wiem że to był mechanizm samoobronny przez utknięciem.. przed uwięzieniem, pomimo chwilowego w nim przebywania.
No i lęk też we mnie był. Spędziłam też lata na cierpieniu w poszukiwaniu przyczyny nieudanych związków. Szukałam jej na zewnątrz.. w zranieniu, w odrzuceniu przez matkę, ale nie w relacji ze Samą Sobą.
Cierpiałam bo nie miałam takiego ‚normalnego’ ustabilizowanego związku. Tak jak to inni mieli tak po ludzku !
Dziś BOGU i Sobie za to dziękuje !!!! Dziękuje że stworzył mnie tak niedoskonałą w swoje doskonałości.

Wybierałam niemal zawsze partnerów tzw. trudnych, co to mieli nałogi, problemy ze sobą, nie potrafili kochać samych siebie, więc ja mogłam się w nich odnaleźć i może czasem ich ratować. Też sama nie kochałam siebie.
Oni wszyscy piękne dusze mieli. Zawsze piękne dusze mieli i mają…
Czemu te dusze się tak trudno odnajdują w Sobie ?
To mnie pociągało, tylko zawsze zagubione ! kochałam się w zagubionych duszach bo sama nią byłam. Kochałam Artystów, kochałam outsiderów, kochałam wszystkich, w których czułam potencjał indywidualności. Chciałam ich posiadać.. bo tak bardzo chciałam to odnaleźć w Sobie !

Ciekawe co powiedzieliby dziś moi partnerzy … mam nadzieję że odnaleźli Siebie i są Szczęśliwi.

Wszyscy pokazaliście mi Kim Jestem.
Jestem z ogromnym szacunkiem dla Was. Kocham was za każdą chwilę razem !
Wiem.. Nie było być łatwo być ze Mną nawet przez chwilę, o ile to nie była akurat chwila zapomnienia i zatracenia 🙂

Kocham Was dziś Prawdziwie. Dziękuje Wam

Dziękuje moim mężom za moje dzieci, to ONE OCALIŁY MNIE od unicestwienia Siebie !
Daliście mi największy DAR jaki mogłam dostać. Życie !

Wtedy myślałam że mogę się na coś przydać jak komuś pomogę, bo byłam taka do niczego, jak to mi moja matka mówiła… Taka nieudana jej wersja, co to oczekiwań nie spełniła a same problemy stwarza i podporządkować się nie chce ! Więc szukałam siebie w  zagubieniu i ‚ratownictwie’ bo to dawał mi namiastkę tego Kim jestem, ale dziś wiem że ‚ratownictwo’ to zupełnie coś innego..

Raz jeden raz jedyny.. zdarzył mi się kiedyś mężczyzna mnie podobny mojej Istocie, był Dojrzały.
Pokazał mi czym pożądanie jest w swojej Pięknej Istocie w Szacunku do Siebie i czułości. Pokazał czystą formę Miłości fizycznej z zachowaniem szacunku do Siebie Samego, bo Szacunek do Siebie miał ogromny.
Raz jeden, raz jedyny… zaznałam na chwilę uczucia piękna w Sobie, kiedy Moc z Mocą się spotkała.. ale to było tchnienie, to było zauroczenie, to było pożądanie.. to nie mogło Być, bo miejsca na to wtedy nie było.
Ale już poczułam i wiedziałam czego szukać należy.. To taki drogowskaz dostałam od Boga.

Na razie byłam sobie taka zagubiona ratowniczka
Daleko od swojego boskiego celu nie odeszłam, bo taki cel mój jest, ale dziś wiem, że to nie tak ! wtedy na siebie całą winę brałam i poświęcałam się dla kogoś w imię ratowania !
Czułam się ofiarą, nie kochałam Siebie, nie umiałam siebie odnaleźć.

(cały czas mi coś zakłóca ten proces pisania i dochodzenia do prawdy.. atakują z każdej strony !, piszą na FB, dzwonią do drzwi, kot ucieka, wszystko spada, syn nie chce spać….niesamowite.. tu jeszcze pozostała Ciemność ! Już mam pewność. Dziś to się zmieni choćbym miała do rana siedzieć ! Piotr jeszcze raz dziękuje za tekst na priv.. tam też jest o związkach mowa !!!!  Ciągle mam też w głowie słowa Jaszy  – opór materii przed zmianą. Może to materia, może to ciemność.. nie wiem.. brnę)

Nie kochałam Siebie tak bardzo, że dwa małżeństwa mnie o mały włos nie zabiły. Ciemność walczyła na śmierć i życie. Dosłownie.

Mąż pierwszy

Pierwszy mąż był katem – fizycznym i psychicznym. Miałam wtedy 20 lat. To była moja druga miłość.
Pierwszą odrzuciłam bo za bardzo mnie chciał, a ja nie chciałam takich łatwych, normalnych związków.
Więc wybrałam tego co mnie nie chciał, ale za to ja chciałam., bo opór stawiał 🙂
Byłam o włos od samobójstwa, o mało nie zginęłam od latającego noża, który przeleciał nad łóżeczkiem mojej córki, która była niemowlakiem.
Potem próbował tasaka.
Potem szkła ze zbitej butelki.
Kontrolował, zabraniał wychodzić z domu, był zazdrosny i chory !
Był uzależniony od środków odurzających, potem kiedy nie wąchał, to pił.
No cóż… tak było. Takiego to sobie wybrałam.
Był chory w swojej nienawiści do Siebie samego i wszystkich.
Różne były próby zabicia mnie… próby unicestwienia ! ….
i gdyby nie córka, z którą na rękach w nocy uciekłam z własnego domu ratując własne i jej życie, to kto wie..
Uciekłam do mojego ‚rodzinnego” domu, z którego uciekałam chwilę wcześniej, bo byłam tam nieszczęśliwa. Uciekłam od Matki, która obraziła się na mnie, że zaszłam w ciążę i uznała winną ! Ale nie potrafiła mnie kochać, bo sama nie kochała Siebie. dziś to wiem, wtedy cierpiałam z powodu odrzucenie i oceny.
Chciałam tej ciąży, pragnęłam całą Sobą, pragnęłam mojej córki. Nic tak bardzo nie pragnęłam wtedy jak jej i zaszłam w nią świadomie. Wiedziałam, że nic i nikt tego nie zmieni i ona ma być tutaj ze mną.

Były próby.. moja matka próbowała zmienić bieg rzeczy… Ale za słaba była !
Ja już się chciałam wyzwolić… najpierw od niej.
Nie poddałam się jej manipulacjom i oczekiwaniom. Wyszłam za mąż… tak bezwstydnie i patologicznie !

Z jednej ciemności wychodząc, a w drugą wpadając.
Miałam to przeżyć. Bóg tak chciał i mi pomógł !

To był mój wybór tego doświadczenia. To nie był oczywiście Świadomy wybór ! To małżeństwo trwało chyba niecały rok… i gdyby nie mój ojciec, który postawił wtedy sprawę na ostrzu noża i kazał mi wybierać między nim a moim pierwszym mężem.. nie wiem co by było dalej. Dziś widzę doskonałość ! Wybór ! Dziękuje tato.. !!!!!  to był wybór między Dobrem z Złem. Stanęłam po dobrej stronie bo wybrałam Ciebie.

Tak bardzo mi ciebie brak tato !…. ale widzisz przecież jak bardzo podążam z tą Siłą, którą mnie obdarowałeś , podążam za Sobą ! jesteś moim mistrzem, najsilniejszym facetem jakiego znałam kiedykolwiek !
Najsilniejszym w swojej pięknej delikatnej naturze.

Potem na długo się zatraciłam, nie umiałam z tego wyjść o własnych siłach…Zło miało już ubaw i dostęp.
To było takie „patologiczne”, nie umiałam sobie wybaczyć, miałam poczucie winy które pogłębiała moja matka.
Że przecież jak to ! ja z takiej „dobrej” rodziny, a tu patologia, przemoc. Bałam się pokazać własnej matce jak byłam pobita, bo wstyd mi było. Ukrywałam się pod okularami, albo szłam do sąsiadki się wypłakać.
Matka mnie obwiniała za moje wybory. Usprawiedliwiała Zło a mnie winiła.
Bo to ja byłam winna, ale czego ? Że miałam czyste serce ? i chciałam kochać nie rozumiejąc jeszcze wtedy NIC.
I cóż.. pewnie byłam w pewien sposób, ale bez przesady z tym biczowanie się.
Nie zawsze wszystko dzieje się z naszej WINY ! Ale są na tym świecie tacy, którzy będą cię w tym utwierdzać tylko po to żeby cię kontrolować i trzymać w Ciemności !!!!

Trudno było wyjść 20-letniej dziewczynie z malutkim dzieckiem, z tego samej.
Wyjść, otrzepać się, zapomnieć i radować się ‚pięknym’ życiem, którego nigdy nie doświadczyła !
Mój były mąż mnie zastraszał przez kolejne kilka lat… że mnie zabije, spał na mojej wycieraczce, podcinał sobie żyły na klatce, skakał z okna. Wydzwaniał i groził.. dzisiaj miałabym ‚niebieską linie”, wtedy Policja przyjeżdżała po trupa, a w sprawy domowe to oni się nie mieszali ! hahahahaahha… no cóż za piękna historia ofiary. Ale wtedy nie było mi do śmiechu.
Nie znalazłam wtedy w sobie siły i miłości do Siebie wystarczająco żeby się obudzić. A może nie miałam jej znaleźć.

WYBACZAM SOBIE, KOCHAM SIĘ ZA TO,
SZANUJE I ODDAJE SOBIE TĄ CZĘŚĆ SIEBIE
KTÓRA SIĘ ZAGUBIŁA W TEJ HISTORII. 

NIE OBWINIAM SIĘ JUŻ ZA NIC !

Widzę w tym boską doskonałość. Kocham siebie jeszcze mocniej ! To nic że łzy płyną..to dobrze, to oczyszczenie przyszło. w końcu ! PO 28 latach. Dziękuje Ci Boże ! Dziękuje ci za ten proces. Za tą doskonałość.

Było tak jak było, w niczym nie zawiniłam. Chciałam doświadczyć, więc doświadczyłam.

KOCHAM SIĘ !

Tkwiłam tak sobie w lęku, bólu, cierpieniu… uciekałam od Siebie jeszcze bardziej.
Trwało to kilkanaście ładnych lat zanim się ogarnęłam i zorientowałam, że jeszcze mi się żyć chce.

Były związki, ro’związki.. było wesoło, było dramatycznie, było śniąco i nierealnie.. uciekałam

Mąż drugi (po 17 latach błądzenia)

Jak to pisze zaczęła boleć mnie głowa, jest mi niedobrze, moje myśli się rozbiegały.. jakby cos mnie odciągało, nie dało się skupić. Ale zrobię TO ! Napisze z kołataniem serca, ale zrobie to.

Aż w końcu gdzieś w głębokiej depresji będąc, ktoś mnie zaprowadził (na siłę) żebym tylko z domu wyszła, na Sylwestra, gdzie poznałam drugiego męża
No i znowu Ciemność.  No bo kogo można przyciągnąć będą w Ciemności i depresji ?
Tylko teraz dziwne to było takie nie wprost, takie działanie z ukrycia…..
na poczatku wcale nie chciałam, ale taki ciepły mi się wydał.
Taki co to ciepła pragnie tak samo jak ja.
To była chwila kiedy poczułam coś w rodzaju miłości, lecz to miłość nie była, to tęsknota za nią była.
W zasadzie, to wkręciłam siebie taka bardzo, że znowu poczułam że mogę się zakochać :)))) Hahahaha..
No i stało się.
I znowu schemat się powtórzył,… on uciekł, zerwaliśmy kontakt. Rok nie mieliśmy kontaktu.
Ja poszłam na terapię dla współuzależnionych, bo już czułam, że tu jakiś wkręt jest.
Za bardzo chciałam.. z jakiegoś powodu ciągnęło mnie za bardzo.
Przeszłam terapie grupową, indywidualną… i stwierdziłam że ten związek to pomyłka.
Terapia dobra jest ale nie ma rady na przeznaczenie.

I co się stało ? była cisza, potem ‚przypadkiem’… jakoś tak wyszło.. spotkaliśmy się,  no i oczywiście już znowu chciałam i …no i jakoś tak wyszło… to nie było szaleńcza miłość ale też był wątek ratowania. Nie było pożądania, wszystko było jakby wygaszone, takie ukryte, takie na pozór ‚normalne’.

Nie był tak wyraźny (tak żeby moją czujność uśpić) jak w przypadku pierwszego męża, ale miałam sygnały ostrzegawcze. Po terapii czułam się pewniejsza, odważniejsza więc pomyślałam.. dam radę ! Przecież silna jestem :)))) hahahahaha, cóż za pułapka umysłu. Bo serca w tym nie było zupełnie. Wtedy mi się wydawało ze ‚kocham”.

Jak bardzo się błądzi w tym poszukiwaniu Miłość jak nie zna się jej Istoty.
Jak można rozpoznać Miłość nie znając jej ?

Tym razem nie katował, ale nieświadomym ‚podstępem’ miłej powierzchowności, dusze mi chciał odebrać i siły do życia zabrał.
I prawie mu się udało… to nie było świadome działanie !
Chorowałam, bardzo.. na wszystko, nawet raka mi zdiagnozowali i prawie samobójstwa nie popełniłam. Tak bardzo zabijałam siebie z powodu braku miłości… wtedy myślałam, że miłość jest w nich, dziś wiem ze zabijałam się sama brakiem Miłości do Siebie samej.

Takie to związki z „miłości” sobie zgotowałam.

W tym związku schemat w zasadzie się powtórzył, choć nie tak drastycznie jeśli chodzi o rolę ofiary. Tu byłam absolutnie zdana sama na siebie. Tu byłam matką. Miałam dwójkę niepełnosprawnych dzieci, którymi miałam się zajmować.
Ale też przykrywka.. Zajmuj się mną boja taki „biedny’ jestem.

Gdyby nie moje dzieci, już dziś nie pisałabym tu do was. To one mnie ratowały, otrzeźwiały i podnosiły. To dla nich się zbierałam i czułam odpowiedzialna. Aż w końcu zrozumiałam..

Mojego syna urodziłam niemalże siłą woli… miałam 7 poronień zanim to się stało. Lekarze chcieli mnie operować i wycinać mięśniaki albo macicę, kiedy poroniłam w 19 tygodniu ciąży. A ja wiedziałam że ja muszę urodzić dziecko ! Podjęłam decyzję, że nic nie będą mi robić. Że jestem Silna i dam radę ! I choć pojęcia nie miałam jak to się stanie, to się stało. Już wtedy Bóg mnie prowadził.

Uratował tą ciążę, bo słuchałam siebie i swojej intuicji.
To była walka. Walka o to żeby mój syn przyszedł na świat, żeby to Światło pojawiło się w moim mrocznym świecie !
I jak to ja – swoim uporem dokonałam niemożliwego.
Urodziłam Światełko ! no i zaczął się prawdziwy rozwój ! Tu już nie było czasu na czekanie aż ktoś coś.. tu już jazda bez trzymanki się zaczęła.

Najpierw diagnoza depresji lękowej (zaraz po porodzie), potem diagnoza raka (po 3 miesiącach). Nie wiedziałam co robić. Lęki się nasilały, zaczęłam brać leki bo byłam na granicy samobójstwa.
Ale ja silna jestem więc nie dawałam się, bo miałam małe Światełko.
Otworzyłam wtedy sklep ekologiczny, bo chciałam się czymś zająć, swoją misją zbawiać chorych na raka, bo wiedziałam o nim już tyle że chciałam się tym dzielić i otworzyć sklep jakiego nie było.
Chciałam szerzyć świadomość, że choroby to nie kara boska lecz WYBÓR i DAR !
I miałam rację, ale wtedy jeszcze nie do końca rozumiałam istotę… o jaki Wybór.

Wtedy w moim sklepie pojawił się Jasza. Niepozorne przypadkowe spotkanie 🙂
Taki człowiek który pojawił się teraz w zasadzie objawił, ale to nie teraz. Nie czas. Chce tylko o tym wspomnieć, że to ten czas był.

Teraz jestem po rozwodzie od 4 lat, jednak ze względu na syna mamy stały kontakt.
Przez pierwsze dwa lata separacji czekałam, aż mój mąż pójdzie na terapię.
Miałam nadzieje, ze zrobi dla siebie cokolwiek.. NIC.
Ja zaczęłam się intensywnie rozwijać od momentu diagnozy mojego syna, czyli ponad 5 lat temu. Czułam że muszę oczyszczać siebie ze wszystkiego, dotrzeć do Jądra Siebie Samej.. wylać ten ból, to cierpienie, to wszystko Złe czego zaznałam.
Bóg skierował mnie na ścieżkę oczyszczania energetycznego i rozwoju duchowego.

No… i znowu sie zaczęło !

Doświadczyłam opętania. Takiego jak to w książkach piszą i na filmach pokazują.

Na jednym z kursów uzdrawiania :)))
tak po prostu, tak zwyczajnie.. coś we mnie sobie weszło. Podczas jakiegoś ćwiczenia z przodkami 🙂 zamknęłam oczy i poczułam uderzenie w splot słoneczny. jakby mnie ktoś pięścią uderzył. otworzyłam.. nikogo nie było, ale ja czułam się juz nie Sobą.
To nie był duszek.. o nie.. to nie była jakiś byt astralny, to był porządny kawał Ciemnej energii co by go nie nazwać demonem.

Pani która kurs prowadziła zmyła się z horyzontu kwitując że ona duszka wygoniła i więcej nic zrobić nie może. Uwierzyłam jej ale czułam że dzieje się coś bardzo złego. Zaczęłam umierać.. fizycznie. Cała lewa strona mojego ciała była jednym wielkim bólem.

W swoim opętaniu prawie nie zabiłam matki. To w zasadzie ona mi powiedziała zdanie dzięki któremu zrozumiałam ze opętana nadal jestem – ‚masz wilka w oczach’ powiedziała.. i aż mną wstrząsnęło. Zrozumiałam !
Zrozumiałam że potrzebuje pomocy.. że nie dam rady sama.

(nie mam dziś już siły bo wymęczona jestem przez to pisanie i energie jaki mną szarpią, ale nie przestane dopóki nie skończę…)

No i od tego opętania już się zaczęła właściwa droga.
Nikt nie umiał mi pomóc. Nie było mocnych !
Nie było nikogo w Polsce kto chciał się podjąć, ja z Kościoła korzystać nie chciałam bo wiedziałam że nie o wypędzanie tu chodzi lecz o zrozumienie procesu.

Próbowałam robić cokolwiek, modlić się, ale nie potrafiłam w Boga nie wierzyłam.
próbowałam czytać i szukać pomocy w Stowarzyszeniu Spirytystycznym, tam mi powiedzieli ze rowijac sie muszę i na pewno nic mi nie jest. A ja umierałam.. czasu nie miałam na czytanie biblii spirytystycznej. Straciłam nadzieję.

W końcu jakaś Istota podała mi namiar na wróżkę, która mnie oczyściła ! Taka wróżka z Mokotowa 🙂 udało jej się w ciągu pół godziny, gdzie ja prawie miesiąc walczyłam o życie. Oczywiście mój mąz się przyglądał.. i NIC. O nigdy NIC nie zrobił ani nie powiedział. On był…

Mój mąż nie robił nic poza chodzeniem do pracy i leżeniem. Nie miałam znajomych, przyjaciół, nie wychodziłam nigdzie, bo on nie miał potrzeby. Nie spotykaliśmy się z nikim, bo on nie miał potrzeby.
Nie podtrzymywałam relacji z nikim bo było mi trudno.
Nie chodził chodziłam do teatru, restauracji, na wystawy, na koncerty, nie robiłam nic z tego co kiedyś uwielbiałam robić.

Taka niemoc mnie ogarniała z roku na rok coraz większa.
Taka niemoc przeogromna, niemoc życia i nienawiść coraz większa we mnie rosła. Do niego, do siebie.. do wszystkiego !
W końcu zostałam sama z nim i moim autystycznym synem. Nikogo już nie było. Tylko złość i nienawiść.
Kompletnie sama i kompletnie zdezorientowana co takie się wydarzyło że jestem tu gdzie jestem…

Intuicyjnie zaczęłam szukać wyjścia, uwolnienia.

Nauczyłam się oczyszczania energetycznego, zaczęłam oczyszczać ludzi. Nawet nie wiem jak to się stało. ktoś mnie poprosił, potem ktoś znowu i tak to się zaczęło. łatwo i spontanicznie, tak działa Zło ! Wciąga cię jak po maśle.. wchodzisz gładko bez zająknięcia, jest miło i przyjemnie. Osiągasz sukcesy i cieszysz się że pomagasz 😉 Piszę to nie tylko do siebie, ale do wszystkich ‚terapuetów duchowych’.. uważajcie !

To przynosiło ludziom uwolnienie, a ja angażowałam się w to bardzo i coraz bardziej, no bo wiadomo..
misję miałam .. wciąż ratowałam !
Nazbierałam tyle energii od ludzi, tyle ‚dobra’ wszelakiego, że już nie miałam miałam siły żyć. No i ci co mi pomagali oczyszczać po drugiej stronie zapewne też chcieli odebrać należność. Bo nic nie dzieje się za darmo. jak nie kochasz siebie a pomagasz innych to pracujesz po ciemnej stronie mocy. Dziś to wiem.
Ludzie są oczyszczeni, wszyscy zadowoleni włącznie w tymi co ci ‚pomagają” z tamte strony, ale ty sam płacisz najwyższą cenę ! Życie swoje oddajesz i duszę.

W końcu otrzeźwiałam ! Zobaczyłam wyraźnie że nie mogę tego dłużej robić. Bo to prowadzi donikąd. Że nie mogę pomóc ludziom bo t co na siebie ściągają jest w nich samych. Przyszło zrozumienie że nie można NIKOGO Z NICZEGO OCZYŚCIĆ !
JEDYNIE TY SAM JESTEŚ W STANIE TO ZROBIĆ.


Teraz zrozumiałam że ‚oczyszczenie’ przez wróżkę o której wcześniej wspomniałam i ulga jaką poczułam, nie było prawdziwym oczyszczeniem. To była ‚przykrywka’.. wstęp do prawdziwej walki,  walki o życie.
To było uśpienie przeciwnika, tak żebym myślała że jestem wolna !
To jest prawdziwe odkrycie…. To jest coś na co nie wpadłabym w toku swojego rozumowania w głowie, nie pisząc tego wszystkiego. Więc w pisaniu jest MOC.

Dziękuje i choć siły nie mam to piszę.. ciekawe co mnie do tego pcha.

Ta misja skończyłaby się dla mnie śmiercią ostateczną.
3 tygodnie leżałam w łóżku z gorączką od 39 do 40 stopni, majaczyłam… mój mąż.. nie zrobił NIC !
W zasadzie to zaglądał czy jeszcze żyję. Nie pamiętam czy byliśmy już w separacji czy nie.
Zaprowadzał tylko dziecko do przedszkola i odbierał.

Nie zrobił mi obiadu, śniadania, kolacji, nie dał pić… nie zapytał czy mi coś potrzeba… Usprawiedliwiałam go, że nie potrafi, że nie radzi sobie z sytuacją !
Ciągle usprawiedliwiałam Jego, nawet wtedy… biorąc całą winę na Siebie.
Za jego Zło ja czułam się Winna i Zła.
Bo ja przecież nie kochałam siebie w ogóle, więc on tylko był moim narzędziem, które pokazywało mi Siebie. Moim lustrem ! Przerażające porażające…

Córka przychodziła, ale też nie chciałam jej zarazić niczym, więc czekałam aż minie..
W końcu w agonii wezwałam lekarza do domu po tygodniu, który powiedział, że jakby dłużej czekała to śmierć.
Dostałam antybiotyki, 3 serie antybiotyków bo nic nie działało… i postanowiłam Żyć !
Dokonałam Wyboru choć jak patrzyłam na swojego męża to wracać mi się nie chciało, ale miałam dzieci !

W końcu postanowiłam zakończyć tą farsę. Wszystko robiłam sama, on na wszystko się zgadzał.
Podpisał rozwód bez mrugnięcia okiem, ale dalej był.. taki cichy, taki z ukrycia.. był, całą swoją Istotą go czułam wszędzie, jego oddech na swoich plecach.. jak cień był. Niby taki niepozorny a jakiś wielki w swoim cieniu.

Dalej przychodził codziennie, dalej jadł u mnie, dalej odpoczywał, dalej robił co chciał a ja nie umiałam postawić granic i oczekiwałam że w końcu on coś zrobi. hahahahahah..  Niby zajmował się synem, ale tak naprawdę był.. nie robił nic poza wychodzeniem z nim na spacer i czytaniem mu bajki na dobranoc. No ale przecież on nie umie inaczej i tak też się sam usprawiedliwia, więc nie oczekiwałam nic i pozwalałam żeby był.
Tak działa Ciemność. Omamia cię żebyś nic nie widziała !
Pod płaszczykiem ‚dobroci’ i „nieagresji” pokazuje iluzje spokoju.

Dziś wiem, że mój były mąż żyje w Ciemności, choć wydawało mi się inaczej, przez 12 lat wierzyłam że jest dobry i zupełnie nie chciałam widzieć tego, że jest inaczej.
Bo taki miły (pisałam o byciu miłym, to on mnie ‚zainspirował’ do tego tekstu) i łagodny, taki uroczy z uśmiechem na banana jak potrzeba. Wszyscy mówili, że taki łagodny, taki grzeczny, bo rzeczywiście taki był w swojej ciemnej stronie.
No cóż nauczyciele bywają okrutni. To tylko kwestia tego czy w porę się zorientujemy w sytuacji.
Może tera, kiedy to się rozpoznało.. kiedy już nie MUSI mnie „ociemniać”, może będzie mu łatwiej wydobyć się na Światło. Nie wiem tego, ale to tez już po za mną co on zrobi z własnym życiem.

Przez cały czas wydawało mi się że to ja ta zła byłam, bo zawsze wojująca i krzycząca. I krzyczałam..  z bezsilności, owszem..
Chyba po to, żeby Siebie w końcu usłyszeć, bo tak bezsilna w tej ciemności się zatopiłam.

Obwiniałam się i tkwiłam… bo takiego ‚dobrego’ człowieka przy sobie miałam.
POCZUCIE WINY, znowu poczucie winy i niezasługiwania, poczucie które miałam w sobie od dziecka !

No bo przecież jak miły to i dobry jest 🙂
Tak mnie mamusia uczył, takiej grzeczności, takiej nieszczerości w byciu sobą, a ja tak jej mocno wierzyłam że taka prawda jest. Lat przybywało, chorób i cierpienia też.. a dalej wierzyłam w jakieś bzdury !

Nie bił, nie krzyczał więc ‚dobry był’.
Nie pomagał też, nie przeszkadzał, nie wznosił, nie podnosił, był.. jak mebel…
Nie miał wśród siebie NIKOGO, nie utrzymuje kontaktów z nikim, z rodzeństwem, ze znajomymi których nie ma, jest Sam ze swoimi lękami. Fobią społeczną, czymkolwiek to nazwać. A może to tylko przykrywka. Nie wiem. On to lubi. Skoro lubi niech w tym jest. Odcinam Się !
Wydawało mi się że taki biedny, więc trzeba mu pomóc.. odezwała się we mnie znowu ratowniczka !

Hahahaha.. no ratować drodzy Państwo, to można TYLKO SIEBIE.
Zapamiętajcie tę lekcję. Przeszłam ją boleśnie.

Umierałam z roku na rok, umierałam z braku miłości, tocząc walkę z coraz większymi lękami i ciemnością w sobie, z chorobami, z otępieniem, z opętaniem, z bezsilnością.

Umierałam bo szukałam tej miłości w nim a nie w Sobie. Ale Ciemność tak działa.. że wyciąga z Ciebie najgorsze lęki, najgorsze strachy na lachy.. wszystko wyjdzie tylko po to żeby cię zniewolić.

Kiedy już w końcu dotarło do mnie że NIC absolutnie nic nas nie łączy,
a wszystko nas dzieli, kiedy w końcu zaczęłam przeglądać i Świtało zaczęło się pojawiać..
W końcu i na to przyszło zrozumienie.

Całe te 12 lat on mnie więził w Ciemności sycąc się moją energią, wysysając dosłownie i biorąc.. a ja dawałam, dawałam i dawałam.. się więzić. I tak sobie żyliśmy kat z ofiarą, tyle że to ofiara miała sie z roku na rok coraz gorzej. Bo życie z niej uchodziło.

W końcu musiałam prawie umrzeć żeby się wyzwolić.
Kiedy usłyszałam diagnozę ‚raka’ i jego ‚jakoś to będzie‚ a potem diagnozę syna ‚autyzm’ i znowu ‚jakoś to będzie‚.. już wiedziałam, że muszę uciekać, bo zdałam sobie wyraźnie sprawę, że to nie on ma mi pomóc, lecz ja mam pomóc sobie Sama !

Nie wiedziałam jeszcze jak, bo bałam się zostać chora z chorym dzieckiem.jednak i na to przyszło zrozumienie, że jeśli zostanę z nim to umrę i wtedy nikt i nic już mojemu dziecku nie pomoże. I to dało mi siłe !
Znowu moje dziecko mnie uratowało
Nie wiedziałam jeszcze, że pomagam Sobie, ale wiedziałam że muszę się WYZWOLIĆ. Nie wiedziałam jak, nie wiedziałam nic.. wiedziałam że nie mogę już dłużej żyć w Ciemności i lękach które mnie zniewoliły już tak bardzo, że o mało nie popełniłam samobójstwa.

Stał tu na Straży Ciemności i Przejścia do Świtała, tak mocno że prawie nie umarłam fizycznie. I prawie świetnie się spisał.

No już widzę miny tych co to się znamy 🙂 tak tak.. tak to widzę i nic tego nie zmieni.
To walka na śmierć i życie. Wiem jak się czułam kiedy powiedziałam w końcu NIE i postawiłam Granice ! Zaczęłam KWITNĄĆ, rozkwitać i kochać się w Sobie.. wtedy nastąpił właściwy proces !

Ciężko było się uwolnić i dziś pokazał mi jeszcze resztę która pozostała we mnie. Dlatego ten wpis.. w poszukaniu tej resztki Ciemności, tej niezintegrowanej części Mnie Samej, która daje mu dostęp do mnie. Ta reszta to POCZUCIE WINY że Kocham Siebie (uśmiecham się to znaczy że to właśnie to, Bóg we mnie się w końcu ucieszył, po kolejnych 6 godzinach pisania WIEM !)

To napisałam jak zaczęłam pisać artykuł o Naturze Boga. To było w ciągu dnia teraz jest już prawie północ. Ale od tego wszystko się zaczęło. Wydawało mi się ze to o to chodziło, bo tu mnie zahaczył.. ale nie.. to POCZUCIE WINY choć i ten wątek jest istotny bo to była jego pierwsza prowokacja.. potem poszły następne aż w końcu miałam juz podczepienie i dwie istoty demoniczne.

ciemny haczyk

I teraz kiedy pisałam ten artykuł, wychodząc z moim synem na spacer powiedział do niego takie słowa „Nie możesz lubić różowego bo to dziewczyński kolor” powiedział tata do syna !

I niby nic by się wydawało.. takie ludzkie stwierdzenie faceta który nie zna prawdziwej wartości słowa „męskość”, a jednak…
Jak nic dziś mnie nie wzruszało w nim, tak tu był haczyk !
Zwykle umiał doskonale wykorzystać wszystkie moje słabe strony i już po moim przebudzeniu, w zasadzie od razu atakował, ale dziś od rana jestem w Miłości i Radości więc było trudniej.
Jednak po kilku godzinach to był haczyk, który zahaczył…
Poczułam frustrację z powodu ograniczania mojego dziecka, a to czuły punkt jest we mnie, bo walczę o jego wolność jak lwica. Do tego kolor różowy, który dla mnie jednoznacznie jest kolorem Serca i bezwarunkowej Miłości.

Mój syn go potrzebuje dlatego go lubi ostatnio. Ale.. no przecież odezwało się w panu męskie ego i polskie wychowanie w duchu ‚twardziela” co to łez nie używa a od wszystkiego co kobiece ucieka na koniec świata. Co zrobić.. tego nie zmienię, ale połechtało coś we mnie.. jakiś aspekt przez który dałam do Siebie dostęp. Tak to się właśnie odbywa !
Tak otwierasz się na Zło, które przenika i obniża cie wibracje tak, że jeśli nie jesteś świadomy zaczynasz mieć nastroje depresyjne, lęki (u mnie akurat w tym kierunku to szło, bo zgarniałam lęki od niego i nie wiedziałam jeszcze że mogę je transformować).

To mi pokazało, że:
1. to co piszę jest ważne
2. Ciemność czuwa i chce mnie wytrącić z tego stanu,
3. Jasno zobaczyłam kto jest gdzie i w jakiej roli był przez tyle lat
4. Wyzwoliłam się już całkowicie spod władania Ciemności i moja czujność i świadomość jest Wielka.
Zaczepki i ataki będą cały czas. Liczę się z tym, ale każdy dzień mnie wzmacnia bo innej drogi niż Światło nie wybiorę już nigdy.
To moja przysięga Bogu i Sobie złożona i niech trwa na wieki. Światło zawsze i wszędzie.
Czy to się komuś podoba czy nie.
Zło jest Silne, ale ja też.
Uszczknęło mnie delikatnie. Podessało sobie odrobinę mojej boskości.
W takiej sytuacji musisz postawić GRANICE !
Silne granice nietykalności. ustanowić je mocno i nieprzekraczalnie.
Każde złamanie własnych granic doprowadzi Cię wprost do Ciemności, jeśli jesteś na drodze Światła.
Ta walka naprawdę Jest i się toczy. tylko Jasne Silne Granice mogą ci pomóc.

Rozwścieczyłam Zło uśmiechem :)) hahahahahha.

Niestety mój były mąż już jest kipiącą złością. Czuje jak następuje eskalacja.
On nie może znieść tego mojego stanu szczęścia i uśmiechu.
Nie potrafi tej złości już nawet ukryć pod uśmiechem. A taki „opanowany” był te wszystkie lata.
Złość jest w jego tonie, jest w jego ruchach, jest w całym nim tak widoczna, że aż się wylewa, a on tak bardzo się stara ją schować.
Jest nienawiścią do siebie samego. Tak bardzo nie kocha Siebie że oddał się we władanie.
Do tego ta złość pomaga mu zakotwiczyć się w innych szukając źródła energii bo niestety stamtąd ją czerpie.
Ona tak silnie uderza w czułe punkty.
W twoje czułe punkty. Miej się na baczności !
Nie można sycić się energią ze Źródła tkwiąc w Ciemności i oddzieleniu.

Żywiłam Zło, ale już DOŚĆ. To koniec ostatecznie.
Nie mam energii na rozdawanie i zatracanie w Ciemności.
Litości też nie mam, bo litość to Zło.
Nie można pomagać komuś, kto tej pomocy nie chce i wybiera Ciemność i Nienawiść do Siebie Samego a tym samym do Boga.
Miłość mam w sobie i Miłość wysyłam temu Złu.
Niech Miłość i Światło się rozprzestrzenią w Jego sercu, niech odnajdzie drogę do Siebie, ale ja zasilać już więcej go nie będę.
Próbowałam przez te wszystkie lata pokazać mu drogę (w swojej głupocie myślałam że mu pomogę :)))), ale to jego Wybór.
Pozostawiam Go razem ze Sobą i Swoim Wyborem, a ja idę dalej w stronę Światła, otaczając się Istotami Światła (bo to też są nasze wybory z kim przebywamy i z kim się kontaktujemy). I tak już się bardzo opóźniłam.

Dziękuje za to doświadczenie !
Wybieram Miłość i Światło. Jeśli istniały jakiekolwiek duchowe kontrakty między nami to już się zakończyły. Zrywam wszelkie kontrakty dziękuje za naukę.. już jej nie potrzebuje nauczycielu !
Miłość i Światło ślę do Twojego serca tu, teraz i zawsze na wieki

notatka później zrobiona

to nie pomoże, Miłość i Światło nie pomoże jeśli jest w Tobie coś co zahacza, coś co ciągle daje dostęp tak jak moje Poczucie Winy. teraz już jest uświadomione więc zostanie oczyszczone, ale to było głęboko schowane w podświadomości, to był program który dawał dostęp Ciemności. Jak nie wyczyścisz programu wysyłanie Miłości po prostu nie zadziała !

Przez ostatni tydzień prosiłam o zrozumienie tej relacji. I zobaczcie.. właśnie przyszło !
Poczekało sobie aż uporządkuje sprawy z córką i wnukiem i przyszedł czas na byłego męża, choć tu miałam już dość sporo jasności, to jednak dziś OSTATECZNIE się Określiło.
I znowu synchron Piotr Senda:) NIESAMOWITE ! Energia Określenia.

Pokazałam wam ten proces i moje związku, całą Siebie, tak Jasno jak sama mogę go to dziś zobaczyć.

Może komuś Innemu też było to potrzebne, to nie ja decyduję tylko Bóg.
Boska Doskonałość.

Niech jest jak jest, niech się pisze to co się pisze… niech będzie Miłość do Siebie już tylko. Cisza i Światło.

Jedynie ŚWIADOMOŚĆ może nas uratować.
Świadomość Siebie i własnych procesów. Świadomość tego z czym mamy do czynienia i z jakiego powodu.

Świadomość to potęga. Ja odnajduje Siebie poprzez pisanie i tworzenie. Każdy musi odnaleźć swój sposób na siebie !

jestem zmęczona.. to był jeden z trudniejszych procesów jakie przeszłam od momentu pracy ze sobą nad sobą i nad miłością do Siebie

Pokrętnie do tego doszłam ale Bóg znalazł sposób.. kocham Się w Sobie i Kocham Go w Sobie. jest doskonałość
Już nie ma co zamiatać pod dywan, bo wszystko jasne choć bolało, ujawniło się. Pokonałam przeszkody które chciały mnie odciągnąć. Kocham Się za To. Kocham Sie za Świadomość jaką Bóg mnie obdarzył i Kocham się za wszystkie wybory jakich dokonałam w Życiu.

na koniec

Pisząc to wszystko, nie było moim zamiarem Nikogo OSĄDZAĆ, przedstawiłam tylko Swoją Prawdę. Prawdę o Sobie samej, o swoich związkach i ciemnościach..

Nikt nie jest Zły i nikt nie zasługuje na Cierpienie lub osądzanie. To tylko moja część mnie samej tak to zobaczyła. To było mi potrzebne w procesie uwolnienia i wybaczenia Sobie.

Moi mężowie mogą okazać się Aniołami dla innych, w moim przypadku spełnili taką rolę za co jestem im Wdzięczna bo dzięki nim mogłam zobaczyć i poczuć Miłość i Światło w Sobie !
Może taki mieliśmy kontrakty duchowe, a może to Bóg we mnie chciał Siebie tak doświadczać w Ciemności. teraz już Sza.. Cicho Sza.. czas na Ciszę i Światło

I jeśli ktoś kiedykolwiek powie mi że Miłość do Siebie to egoizm i trzeba kochać innych bo wtedy jest się dobrym (to z domu wyniosłam) to będę się śmiać do rozpuku, do granic Siebie tak głośno że cały świat ten śmiech usłyszy !

WYBACZAM SOBIE WSZYSTKO

Kocham Cie Sylwia
Kocham Się w Sobie

Jestem DOSKONAŁA

20160920_173325

post scriptum godzine później 🙂

napisałam, błędy poprawiłam i opublikowałam.. po czym falę energii świeżej poczułam, orzeźwienie i poszłam się kąpać przy okazji zgarniając coś co obok mnie leżało. Mała niepozorna broszurka, zeszycik który kupiłam w College of Phsycis Studies, bo zwykle w wannie czytam .

Otwieram na pierwszej stronie atrykuł ‚Entering Darkness to Discover our Light” / Wcodząc w Ciemność żeby Odkryć Światło w Sobie 🙂
Może przetłumaczę ten artykuł ale póki co czytam ‚Ciemność dała mi tak wiele odwagę by zmierzyć się twarzą w twaz z moim życiem, wiarę której nigdy w życiu nie miałam i nie wiedziałam że ją mam To było doświadczenie zmieniające moje życie..”

Tak.. nie wspomniałam o tym wcześniej. Ciemność jest boska i niesie w Sobie Światło. Tu czasem walka toczy sie o zycie ale w mniej ekstremalnych przypadkach jest właśnie potrzebna do własnego rozwoju i zmiany. Ja doświadczyłam dość drastycznej formy ale też byłam w stanie sobie z tym poradzić.
Ciemność i Zło to dzieła Boga więc i w nich jest Bóg, tylko jeszcze się nie widzi.. ale ciemność do niego w ostateczności prowadzi.

I znowu odpowiedź !

Wczoraj też zaczęłam słuchać tego. Tak Jakbym się przygotowywała na proces z Ciemnością
Świetne wykonanie. Niesamowicie głębokie !

Witaj ciemności, stara przyjaciółko
Znów przyszedłem z tobą porozmawiać
Ponieważ jakaś wizja, zakradając się cicho
Zostawiła swe nasiona gdy spałem
I wizja, która została zasiana w mym umyśle
Wciąż pozostaje [żywa]
W dźwięku ciszy.

W niespokojnych snach szedłem sam
Wąskimi uliczkami wyłożonymi kamieniem
W blasku ulicznej lampy
Postawiłem kołnierz, aby schronić się przed zimnem i wilgocią
Kiedy moje oczy przeszył błysk neonowego światła
Które rozdarło noc
i dotknęło dźwięku ciszy

W tym nagim świetle ujrzałem
Dziesięć tysięcy ludzi, może więcej
Ludzi, którzy rozmawiali nie mówiąc
Ludzi, którzy słyszeli nie słuchając
Ludzi piszących pieśni, którymi nigdy nie podzielą się ze światem
I nikt nie ośmielił się
Zakłócić dźwięku ciszy.

„Głupcy”, rzekłem, „Nic nie rozumiecie
Cisza rozrasta się jak nowotwór
Usłyszcie moje słowa, abym mógł was nauczać
Chwyćcie moje ręce, abym mógł was dosięgnąć”
Lecz moje słowa, jak ciche krople deszczu, opadały
I rozbrzmiewały echem
W studniach ciszy.

A ludzie kłaniali i modlili się
Do neonowego bożka, którego sami stworzyli,
A znak rozbłysnął swym ostrzeżeniem
W słowach, z których się składał
Głosił, że słowa proroków są zapisane na ścianach metra
I klatkach kamienic
I szepcą w dźwiękach ciszy.


14/10/2016 przyszła akceptacja i zgoda .. pogodzenie się w sobie z  moim byłym mężem

MOJA RELACJA Z DRUGIM BYŁYM MĘŻEM

One thought on “O mężach, kochankach, demonach i Sobie. Jak działa Ciemność czyli stare relacje czas zamknąć ostatecznie… Co uświadomione, nie istnieje !

  1. Pingback: MOJA RELACJA Z BYŁYM MĘŻEM – Life Creator

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *