Uwolnienie

Dzisiaj przyszło do mnie zrozumienie że jestem kobietą. Nie żartuje.

Poczułam że nie mogę się z czegoś uwolnić jeśli chodzi o moją kobiecość, ciągle miałam poczucie winy że jestem KOBIETĄ.. ciągle niepewność, ciągle wstyd, ciągle zagubienie.. zabijałam to męskością.. tym że przez 28 lat nienawidziłam się za to, że mi to zrobiono.. zrobiono !
Zrobił mi to człowiek, którego pokochałam niewinnością swojego serca.. Mój pierwszy mąż..

Miałam 19 lat, poznałam go gdzieś.. nie ważne..

poczułam że to ten… nie ważne że porąbany, ale mój.. miał same problemy ze sobą .. a ja wierzyłam ze miłość mu pomoże.. zupełnie się zatraciłam.. nie wiem czemu.. nie ważne

wiedziałam że ma ze sobą problemy, jego matka wyjechała za pieniądzmi na kontrakt i zostawiła go samego w mieszkaniu na Bródnie.. z kolesiami, dziwkami.. pojechała bo synuś miał za mało dobrego…

narkotyki, alkohol, ćpanie kleju.. w zasadzie jak go poznałam był już po epizodach w psychiatryku, miał zielone papiery, rzucał się z okna, popełniał samobójstwo, podcinał żyły robił braterki. ja z “dobrego domu” w takie bagno.. poczucie winy podwójne.. rodzina nie mogła tego znieść..

generalnie nie chciał żyć…. ale ja czułam, że jest taki wrażliwy.. tak cholernie wrażliwy i ta wrażliwość mnie zwiodła.. przywiodła.. ta cholerna wrażliwość !

taki piękny mi się w duszy wydawał… tylko zupełnie nie chciałam zobaczyć że tu o mnie chodzi.

wrażliwość ! nadwrażliwość ! nienawidzę jej bo sama cierpiałam.. i cierpię wciąż… choć umiem sobie z nią już radzić

nie wyrządzałam sobie krzywdy.. dopóki go nie poznałam.. cierpiałam od dzieciństwa z braku miłości i pewnie właśnie ten brak miłości nas połączył.. on był sam, ja w domu też czułam się fatalnie, moja matka mnie nie akceptowała, odrzuciła.. więc uciekałam..

chciałam jak najszybciej uciec z tego domu

zaczęłam czasem pić z jego towarzystwem, poznałam jakieś towarzystwo z Pragi..
moja rodzina udawała ze nie widzi.. bo przecież lepiej udawać i zamieść pod dywan że dziecko się właśnie stacza.. no ale bezsilni byli.. dziś to wiem..

nic nie mogło mnie powstrzymać taka karma.. i energia

więc zaparłam się.. kochałam go.. tak mi się wydawało .. tak bardzo, tak mocno tak bezgranicznie.. chciałam żebyśmy byli razem.. on miał serce zamknięte już dawno.. ale mi to nie przeszkadzało.

w końcu jego matka wkroczyła do akcji.. przyjaźń ze mną zawiązała.. podstępnie bo widziała że się synkiem zajmę.. jak je nie ma.. kupowała, zabiegała, miła była.. nawet ze mną na koniaczki chodziła… okropne.. manipulacja i ułuda.. żeby tylko zaspokoić swoje potrzeby i poczucie winy..
to jego matka powiedział mojej że jestem w ciąży bo nie miałam odwagi własnej matce powiedzieć.. po czym ta moja matka kilka tygodni się do mnie nie odzywała

nie mogę wejść tą historię, cały czas mnie coś rozprasza.. nie mogę.. nie mogę niczym zająć umysłu…

włączyłam muzykę której słuchał i tez nie idzie…

prosze Wyższej Ja o wsparcie

w końcu poczułam że bardzo chce mieć dziecko, tak bardzo że nic już nie istniało poza tym.. więc zaszłam w ciąże, świadomie bardzo świadomie.. licząc się z tym że będę ją sama wychowywać.. wiedziałam ze to będzie dziewczynka.. tak bardzo jej pragnęłam..

no i się zaczęło… cyrk istny

jak powiedzieć sąsiadom że 19 letnia córka jest w ciąży

jaki wstyd i to w dodatku.. z kimś takim nieodpowiednim

matka próbowała gniewem, odrzuceniem, nie odzywaniem się do mnie 3 miesiące, potem powiedziała żebym ciąże usunęła, potem nasłała na mnie przyjaciela rodziny który miał mnie wysłać na wczasy żebym tylko za mąż nie wyszła…

a za mąż to tez oni chcieli żebym wyszła.. suknie mi uszyli..

on nie chciał, ja nie chciałam.. ale co robić.. przecież co ludzie powiedzą..

i tak stanęliśmy w kościele.. jego matka przekonała jego, moja mnie..

no i stało się…

ach co to był za ślub.. .koszmar nie wyjęty

wesele nam wyprawili

a na tym weselu mój małżonek z zazdrości bo zatańczyłam z sąsiadem powiedział że mnie zabije

to pierwszy raz okazał mi tak czułość

jakaś ich kobieta z ich rodziny, bo nikogo nie znałam, nie wiem kto to był.. podeszła do mnie stołu wzięła moją rękę bez pytania i wróżąc mi z linii papilarnych powiedziała:

urodzisz dziecko, córkę, rozwiedziesz się i szybko umrzesz…

takie to miałam wesele…

po weselu noc poślubna.. a tej nocy mój mąż zadzwonił do jakiejś kochanki .. nie mogę pisać nawet co jej powiedział

na weselu też pokłóciłam się z jego matką.. nie wpuszczałam jej do domu a ona pod moim balkonem wystawała bo chciała mi pomagać w domu

nienawidziłam jej

sterowała nim, mną.. w imię ‘dobra” swojego synka

byłam w ciąży. nie wiedziałam co robić. nie mogłam wrócić do domu bo przecież duma mi nie pozwalała

jak teraz wrócić skoro taką decyzję sama podjęłam.. więc postanowiłam zacisnąć zęby i trwać.. już wtedy wiedziałam że muszę siłę z siebie wydobyć, że koniec miłości i walka nadeszła.. z demonem z najczarniejszego horroru

nie czekałam długo

miał nie ćpać.. ćpał..przychodziłam po pracy do domu w zaawansowanej ciąży, a on w kuchni zaćpany, klej w całym domu,muzyka na cały regulator.. wychodziłam chodziłam po mieście, wracałam jak spał..pamiętam była zima, śnieg a ja chodziłam po ulicach..

wyłam ale byłam…

nie wolno mi było w końcu z domu wychodzić, nigdzie jak się spóźniłam 5 minut to zaczynał być agresywny
kontrolował wszystko, każdy mój ruch
sam wychodził po knajpach ale ja miałam czekać na niego

chowałam się jak tylko wchodził bo nie wiedziałam czy będzie bił czy pójdzie spać

miałam zamykane na stare drewniane drzwi pokój i stary ebonitowy telefon w tym pokoju pamiętam jak dziś..te drzwi mi uratowały życie i mojemu dziecku

kiedyś w sylwestra chciałam iść do znajomych ale on nie był w dobrym humorze (on generalnie w nim nigdy nie bywał) wiec przyjechała mamusia i przywiozła mu szampana.. on już wcześniej uraczył się czymś .. więc jak mamusia przyjechała uspokoić synka to synek przy mamusi nabrał odwagi.. i zbił buteleczkę, po czym szkło przystawił mi do szyi. Byłam w 8 miesiącu ciąży ! matka go ledwo powstrzymała.. pamiętam zielone szkło szyjka od butelki po radzieckim szampanie..

potem mnie uderzył.. jakimś cudem zamknęłam się w pokoju.. zadzwoniłam po policje ale oni nie przyjeżdżali wtedy jak nikt nie był zabity i awantury w rodzinie tylko były.. nie pamiętam co się stało ale pamiętam siebie skuloną siedzącą i trzęsącą się pod parapetem okiennym i błagającą boga żeby mnie tylko nie zabił.

i nie zabił.. nie wiem co się stało. nie pamiętam.. może matka mu coś przywiozła.. ona mu klej przywoziła

potem pamiętam, że kazał mi się rozebrać.. w prezencie ślubnym dostaliśmy kryształowe kieliszki 12 sztuk.. wszystkie zbił, kryształ rozbija się na drobinki…i kazał mi chodzić po szkle.. nogi krwawiły ale chodziłam..8 miesiąc ciąży, nago.. potem jak błagałam żeby mnie zostawił wyrzucił mnie nagą na klatkę. wypchnął.. siedziałam skulona na wycieraczce pod drzwiami własnego mieszkania

nie wiem nawet jak się czułam.. pamiętam przerażenie i lęk.. lęk ze mnie zabije..nie czułam nic więcej tylko lęk przez zabiciem

nie wiem jak to się stało że wpuścił mnie do domu..

ale przeżyłam. nie pamiętam.. wyparłam to..

wyparłam na długie lata

potem..urodziłam córkę.. taka byłam szczęśliwa, on nawet przestał ćpać..

tak kochałam tą małą bezbronną istotkę.. ale to go też nie powstrzymało…

kiedyś usłyszałam jak matka mówiła do niego.. uspokój się niech wychowa małą a potem ją zabierzemy.. no i wtedy już wiedziałam że to koniec.. nie wiedziałam jeszcze tylko jak to zrobić i jak to się stanie..

kiedyś wziął tasak i rzuci; we mnie .. tasak przeleciał nad łóżeczkiem, córka miała moze miesiąc

wcześniej bił mnie jeszcze wielokrotnie.. pamiętam jak siedziałam w łazience miałam żyletkę.. w ręku i już dłużej nie chciałam.. żyć

ale córka.. to ona mnie zatrzymała.. bo wiedziałam że on ją zabije jak ja umrę.

wtedy kiedy tasak przeleciał nad łóżeczkiem córki postanowiłam uciec.. poczekałam aż zaśnie.. zadzwonił po przyjaciółkę i tak jak stałam w piżamie wzięłam dziecko i uciekłam w środku nocy do rodziców… pobita i zmasakrowana psychicznie

nie tłumaczyłam nic.. po prostu pozwolili mi zostać.. mój ojciec jak mnie zobaczył myślałam ze umrze.. on nic nie wiedział bo nic im nie mówiłam.. tak wstyd mi było

moja babcia konserwatywna do bólu,  która całe życie tylko dbała o opinie innych w końcu ludzkim głosem do mnie przemówiła mówiąc żebym się rozwiodła bo to będzie dla mnie dobre…

nie wiem co było potem.. wiem.. on zrozumiał że będzie dla nas dobry.. ogolił się na łyso.. w ramach nie wiem czego.. przyszedł błagać żebym wróciła, żebym była.. jak przyszedł do moich rodziców a ja powiedziałam ze nie wrócę, to poszedł do pokoju i skakał z okna..

potem w czerwcu babcie umarła.. był na jej pogrzebie razem ze mną.. to byliśmy jednak razem.. nic nie pamiętam..

wiem ze chyba przez chwile byliśmy razem jeszcze w domu musieliśmy bo on pewnego dnia się znowu zdenerwował i kiedy się zdenerwował to kazałam mu oddać klucze do mieszkania i już więcej go nie wpuściłam.. przez kilka lat

złożyłam pozew o rozwód w listopadzie, pobraliśmy się chyba w lipcu rok wcześniej.. ale zanim złożyłam pozew ja się dalej zastanawiałam czy on się nie zmieni ! miałam ciągle nadzieję.. co ta “miłość’ robi z człowiekiem ?

i gdyby nie mój trzeźwy na umyśle ojciec który pomógł mi jedyny w tym wszystkim choć serce miał rozerwane na strzępy.. powiedział zę mam wybrać ALBO ON ALBO WIKTOR

ja kochałam mojego ojca ponad wszystko a on wiedział ze jak mi tego warunku nie postawi to tamten mnie zabije.. więc powiedziałam mu że chce OJCA.

WYBRAŁAM TATĘ.. tak się dziś cieszę, tak mu dziękuje bo dzięki niemu żyję

DZIĘKUJE CI TATO

że nie zostawiłeś mi wyboru.. dziękuje ci z całego serca.. za to ze byłeś twardzielem.. i że o mnie zadbałeś.. nie umiałam tego zrobić sama.. dziękuje kochany ! bardzo dziękuje.. kocham cie

rozwód był kolejną farsą i rozgrywką mamusi.. założyłam sprawę o rozwód z jego winy miałam świadków,obdukcje.. prawnik powiedział ze ciężko będzie ale jest do wygrania.. na co mamusia wytoczyła cięższe działo. miała świadków że to ja biłam synka.. dałam spokój na drugiej sprawie kiedy wstałam i bez uzgodnienia z prawnikiem powiedziałam ze mam dość ina wszystko się zgadzam, chce rozwodu. dostałam na trzeciej sprawie..

ale to nie koniec historii.. wiktor nie umiał się pogodzić.. więc kilka lat dzwonił do mnie i groził że mnie zabije.. ja zaczęłam uciekać od siebie coraz bardziej.. pogubiłam się potwornie.. zaczęły się imprezy, alkohol, faceci…

rodzice zabierali córkę na weekendy, na działkę ….. a ja odreagowywałam jak umiałam.. nie wiedziałam co robić.. miałam 24 lata straciłam włosy.. po prostu wyłysiałam miałam chorobę autoimmunologiczną – łysienie plackowate, lekarze mówili że to ze stresu :))))))))))))))) hahahahaha  no cóż.. jakoś im wierzyłam.. ale walczyłam dalej. 2 lata w peruce i bez włosów.. odrosły. no co.. mi nie odrosną 🙂 śmiałam się że mnie nic nie ruszy już.

miałam też operację na tarczycę bo guz mi się pojawił i ciachnęli mi przy okazji cały płat nie pytając o zgodę nikogo..

a mnie już było wszystko absolutnie wszystko jedno.. tak wszystko jedno że w zasadzie płynęłam na fali emocji.. co przyszło było, nie było też dobrze…odpowiedzialność względem córki mnie trzymała przy życiu. żeby wstać, iść do pracy, pozbierać się.. to tylko dzięki niej żyje…

tylko córeczko dzieki tobie…

starałam się…. ale nie umiałam .. przepraszam cię

bardzo przepraszam.. bardzo, wybacz mi

nie dałam ci miłości, nie dałam ci ciepła, nie dałam ci nic poza tym co powinnam jako matka w roli.. starał się żebyś nie widziała mnie rozwalonej na kawałki, na drobinki, na iskierki. mnie już w zasadzie nie było w ciele.. ja byłam poza nim.. inaczej nie wytrzymałbym tego bólu..

kiedy byłam malutka twój ojciec chciał się z tobą spotykać.. ale ja mu zabraniałam

bałam się

że nas zabije

raz go wpuściłam jak miałaś chyba 3 miesiące..

przyszedł

zgwałcił mnie, podpalił fotel..

jakimś cudem udało mi się go wyrzucić..

założyłam sprawę na prokuraturze..

jego mamusia się postarała żeby zamknęli sprawę, on miała kasę i wejścia.. więc wiedziała ze synek może pójść siedzieć.. wiec sprawę zamknęli pomimo obdukcji is palonych mebli

i nie wiem co mną kierowało.. ale jak byłaś już większa.. spotkaliśmy się z nim.. pojechałam do niego bo mnie poprosił.. ja go wciąż kochałam.. tak bardzo.. co to jest ! że katuje a ty kochasz dalej.. wiem co to jest.. to znaczy już wiem…współuzależnienie.. leczyłam się z tego ale przed drugim mężem dopiero czyli po jakiś 16 latach trafiłam na terapie.. bo czułam że będzie podobnie.. i terapia 2 lata dla współuzależnionych i znowu było to samo.. tylko bez przemocy.. znowu brak miłości.. znowu misja ratowania..

ale wracając do wiktora.. spotkałam się z nim.. pojechałam do niego.. to co zastałam mnie przerosło znowu.. tym razem znowu pojechał ona mojej wrażliwości. on o kulach, modlący się do boga.. wrak.. po prostu wrak.. nie pił, nie ćpał.. nie wiem tak mówił, ale mu wierzą bo on już organów wewnętrznych nie miał..wszystko zniszczone.. mózg jeszcze tylko działał..

serce chyba tez skoro żył.. ale jak.. litość mi się odezwał.. kolejna odmiana “pięknej miłości”.. ! shit.. co jest w człowieku takiego że tak cierpienie uwielbia.. no i tak mi szkoda było ze zostałam.. ale szybko się zorientowałam ze jednak nie chce tego.. więc uciekłam..

uciekłam i już nigdy nie wróciłam… nigdy.. potem jeszcze rozmawialiśmy parę razy przez telefon.. ale już było coraz gorzej.. on nawet miał wersje potem że to ja go biłam.. bo mamusia mu tak powiedziała razem z babcią.. taka wersja dla poprawności

napisałam to wszystko

musiałam

czułam w środku ze jak to zostawię nie uda się

nie wiem co dalej

mam nadzieje ze w końcu stanę się kobietą.. i nie będę się bała mężczyzn i związków

bo robię to dla siebie

żeby się już nie zabijać w imię chorej miłości

żeby móc nawiązać piękną intymną relację oparta na miłości, zaufaniu i szacunku

wciąż wierze że mi się uda.. po co byłoby to wszystko..

kocham już siebie wystarczająco żeby wiedzieć czy coś mi służy czy nie.. ale lęk i zaprogramowany mózg i program w podświadomości że bycie kobietą i w związku = śmierć wciąż we mnie działał, do tego momentu.. tak jestem pewna ze już nie ma go… teraz uważność mi pozostaje czy oby nic się nie włącza..

jak tylko pojawiał się facet który był nieosiągalny przyciągał mnie jak magnes

no dosłownie musiałam go mieć.. po czym niszczyłam wszystko piorunami, nienawidziłam siebie za to… robiłam podświadomie wszystko żeby tylko mnie nienawidził i nie pokochał

żeby był okrutny bo tak się bałam intymności i bliskości

a jak był okrutny to wyłam z bólu

nie chciałam z nikim być i chciałam być.. przyciąganie odpychanie

szukałam miłości w miłości cielesnej.. długo szukałam.. ale tam też nie znalazłam..

wszędzie jej szukałam ale nie w sobie

do tego byłam bezwzględna, nieczuła, złośliwa ale tez potrafiłam go kusić i przyciągać a czasem nawet udawało mi się otworzyć… ale to tylko chwila i za moment już byłam w skorupie…. taka manipulacja dla nie wiem czego.. dla miłości.. i choć wiedziałam że mogłabym być z nim do końca życia bo szczerze się zakochałam.. to zupełnie nie wiem kiedy włączał się program

obwiniałam się.. cały czas obwiniałam ze coś ze mną nie tak jest.. no i było.. program był..

oczyściłam już wiele w tych procesach ale nie mogłam do tego dotrzeć

w końcu prawdziwie pokochałam.. tak naprawdę prawdziwie.. i ta prawdziwa miłość dopiero była w stanie to wydobyć. to co się ze mną dziś dzieje…. taka miłość co to z serca płynie ale zanim to było możliwe żebym mogła to w ogóle rozpoznać.. ta miłość i to co się dzieje ze mną, przeszłam inne procesy, w tym pokochania siebie.. to zostawiłam na deser .. na taki koszmarny deser co to się po nim wymiotuje nocami.. i właśnie tak dziś jest..

ale wiem że to koniec.. to już koniec…

broniłam się dziś bardzo, bardzo.. wyłam.. dosłownie wyłam.. tańczyłam, wirowałam.. żeby tylko tego nie napisać.. ale ja już tak daleko zaszłam ze nie mogę tego ukrywać dalej.. było mi wstyd i był lęk..

już jest cisza.. już jest spokój..

już nie ma wstydu… jestem w końcu WOLNA

wolna i nie umrę z miłości

będę kochać siebie i kogoś kto się pojawi w moim życiu

kochać czystym sercem nie raniąc siebie ani nikogo innego

dziś wiem czym intymność jest i jak piękna potrafi być

będę się delektować swoją kobiecością razem z męskością mojego partnera

i już się tego nie boję

bo wiem że nikt nie może mnie zranić bo wiem kim jestem

mam do siebie szacunek, miłość i dziękuje sobie że to napisałam i przeszłam.. nie pamiętam takiego bólu w żadnym procesie

i lęku… lęku

wiele łez wypłyneło

już dobrze.. miłość pozostała

kocham siebie czule i pięknie

wszystko wybaczyłam

serce moje wielkie jest i bije spokojnie

radość się pojawiła

uśmiech

jest dobrze

KOCHAM ZNOWU.. bezpiecznie i bezwarunkowo.. lżej lżej lżej

noc pewnie jeszcze coś przyniesie.. pozostaje w tym i podążam za tym bo wiem że wszystko dzieje się dla mojego najwyższego dobra..

dziękuje

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *