Materia

MATERIA to dla mnie przez całe życie było pole minowe. Nie rozumiałam jej. Wszystko było obce i ludzie też. Szukałam miłości bo czułam że serce to jedyny język w którym mogę się porozumiewać i od dziecka miałam niezaspokojony głód miłości. Dziś wiem ze przyszłam tu z wyraźną pamięcią o innej miłości niż ludzka i takiej tu szukałam. Szukałam jej w ludziach.
Oczywiście nie znalazłam do chwili Przebudzenia czyli zaledwie pół roku temu poczułam spełnienia miłości. Kiedy doznałam miłości bezwarunkowej że Źródła.
Do tej pory w materii wysadziło mnie wiele razy 😉 no i wtedy śmiesznie nie było. Lęki o byt, o zdrowie, o dzieci i o relacje, samotność, doprowadziły mnie do ciężkiej depresji i wielu chorób.
Jednak dziś widzę, że to wszystko pomogło mi w rozwoju, ale wiem też że ZBYT DŁUGO wstrzymywałam ten rozwój i grzęzłam w stanach lękowych. Wtedy tkwiłam w nich sparaliżowana. Walczyłam na ślepo i po omacku, bo czułam intuicyjnie, że gdzieś jest wyjście, ale zdecydowanie się przez to opóźniłam ! To akurat było coś o czym sama decydowałam własną WOLĄ UMYSŁU. I tu właśnie jest rola DECYZJI.
W zasadzie można powiedzieć że nie było sfery życia w materii która byłaby u mnie zadowalająca chociaż. Nie było!
Począwszy od pracy, związków, finansów, poprzez zdrowie i relacje z ludźmi w tym z dziećmi i rodziną. Każdy obszar wołał do mnie o pomoc a ja nie wiedziałam co robić. Im bardziej się starałam naprawiać tym gorzej wychodziło! No i znowu kolejne lęki i poczucie winy że jestem do niczego. Poczucie własnej wartości już dawno przekroczyło punkt zero podążając drastycznie ku dołowi. Jak osiągałam dno, wtedy się odbijałam.. zależnie od sytuacji albo to był podskok albo wybicie z trampoliny. I tak sobie podskakiwałam 47 lat.
Nigdy nie przywiązywałam wagi do materii i uznałam że jakoś to będzie.. No i jakoś to było 😉
Gdyby nie silne prowadzenie z góry i moja wrodzona mimo wszystko odwaga podążania za własną intuicją po omacku, już by mnie tu dawno nie było. Góra się uparła i ciągnęła mnie za włosy i uszy. Upadałam nisko, podnosiłam się, otrzepywałam, chwilowa ulga i znowu w dół… i tak całe życie. Był w tym jakiś ruch do przodu ALE.. Skutecznie sama też to opóźniałam swoim Uporem i tkwieniem w lęku. I tutaj widzę dziś wyraźnie, że z tego powodu czyli silnego lęku, zbyt długo żyłam w czymś co czułam, że mi nie służy, niszczyło mnie i doprowadziło niemal do śmierci. I w zasadzie gdyby nie ciało fizyczne, to nie wiem czy bym się z tego lęku wyrwała. Byłam w tym, bo mój umysł nie widział wyjścia. Wtedy zabrakło mi narzędzi i kogoś kto by mi pomógł. Ale ale.. z drugiej strony ja też nigdy o tą pomoc nie prosiłam w wyraźny sposób, bo nie umiałam nazwać co mi tak naprawdę dolega, a widziałam tylko czego nie chce. Poza tym miałam dumę i nie umiałam nigdy nic przyjąć. Zawsze dawałam.. siebie i z siebie. Po całości. Myślałam że najlepiej wiem czego chce dla siebie i byłam najmądrzejsza jeśli chodzi o siebie.
W zasadzie był to plan doskonały który poprowadził mnie do Wolności i Miłości.
Ostatecznie sprawa się rozwiązała kiedy się PODDAŁAM i absolutnie Zaufałam. Kiedy powiedziałam albo śmierć albo życie. Albo światło albo ciemność. Prowadźcie!
Stan absolutnej obojętności względem tego co się stanie.
Doszłam do ściany własnej niemocy.
I to w zasadzie jak teraz czytam jest dla wielu punktem zwrotnym na drodze Przebudzenia duchowego. Właśnie w tym punkcie zero zaczyna się życie!
Nie od razu oczywiście, bo najpierw trzeba posprzątać to co się narobiło kreując je lękiem, ale to już przysłowiowa bułka z masłem !
Od niedługiego czasu. W zasadzie od bardzo niedługiego czyli pół roku, odkąd wykonałam nad sobą i swoimi lekami pracę i doświadczyłam połączenia ze Źródłem, zmienia się wszystko w materii ale ale ale… To poniekąd przychodzi samo jednak ja również to zaczynam kształtować dokonując świadomych wyborów. Po raz pierwszy w życiu zaczynam też mieć pragnienia ! Przez całe życie wiedziałam czego nie chce I nie umiałam zupełnie nazwać co bym dla siebie chciała. I tu pojawiła się w końcu Kreacją.
Dziś zaczynam czuć to słowo i umieć się z nim obchodzić bez chcenia i lęków z umysłu, a jedynie podążając za pragnieniami duszy i serca. Jestem teraz w szkole pt nauka kreacji w materii.
W zasadzie zaliczyłam do dziś dwa punkty z tych które wczoraj wymieniałam. Czego chce twoja dusza ?
1. Połączyć się ze Źródłem – ZREALIZOWANY
2. Pozostać wierną Wartościom – ZREALIZOWANY bo doświadczyłam wartości i teraz już tylko pozostaję im wierna.
3. Spełniać swoją rolę, czyli służyć celowi z jakim się tu przejawiła – PRZYSZŁA ODPOWIEDŹ I JASNOŚĆ i dopiero rozpoczynam świadomie realizację choć nieświadomie robiłam to od dawna, to m.in. inspirowanie do zmiany innych, służenie sobą i swoim doświadczeniem
4. Wyrazić się – ZREALIZOWANY częściowo poprzez sztukę
5. Kreować życie – to początek mojej drogi.
Także proszę o podpowiedzi wszechświat i utrzymanie mnie na właściwym kursie. Choć dziś mam pewność że inaczej już nie będzie.
Odkąd nie ma lęków i wiem Kim Jestem mogę poddać się swobodnie planowi mojej duszy i prowadzeniu i świadomie kreować. Mam absolutną pewność, że zmierzam we właściwym kierunku a wszechświat mi teraz naprawdę sprzyja i jest łaskawy sprowadzając do mojego życia DARY w postaci ludzi. A dary to są takie jakiś wcześniej nie doceniałam, przyznaję.
I dziś też wiem, że to właśnie ludzie tworzą nas samych i nasze życie. Jedność nie jest pustym słowem i tylko współpraca i służba dla innych jest tutaj ważna. Życie w samotności to równia pochyła w dół.
Wczoraj trafiłam na filozofie Ubuntu i silnie poczułam te zdania:
“Jestem, ponieważ jesteśmy”
“Osoba ‘staje się człowiekiem’ poprzez inne osoby”
“Osoba jest osobą dzięki innym osobom”
“Jestem, bo ty jesteś”
“Jestem tym, kim jestem, dzięki temu, kim wszyscy jesteśmy”
I temu się absolutnie poddaje i daje się dalej prowadzić.
Niech się spełnia moja pełnia razem z Wami i resztą ludzkości na tej pięknej trudnej plancie Ziemi.
Namaste Dziękuje za Was

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *