Akceptacja Siebie

A już by się wydawało że tak „pięknie” , że taka akceptacja i spokój.. I owszem akceptacja tak.. Wszystkiego tylko nie siebie… ️ a tu taki kwiatek, taki deserek się pojawił 😀
Brak akceptacji swojego wyglądu… pojawił się wyraźnie w mojej świadomości właśnie dziś.
Temat niby powierzchowny i banalny mogło by się wydawać a jednak… może być ogromnym wyzwaniem i przeszkodą na drodze własnej realizacji.
Kiedy patrzę w lustro widzę odbicie.. Siebie.. Ale czy siebie?
Czy tylko fizycznej formy, która została ukształtowana przez moje doświadczenia, fizyczne dolegliwości i przeszłość..
Tak. Dziś w końcu zobaczyłam to jasno i wyraźnie. Nie akceptowałam swojego wyglądu i choć wiem, że to się zmienia i bywały okresy kiedy podobałam się sama sobie, to teraz zdecydowanie nie widzę w sobie zewnętrznie piękna, na które tak bardzo jestem wrażliwa.
Zdałam sobie sprawę, że to przekonanie nie pozwala mi wyjść do ludzi. Przestałam nagrywać, chciałam prowadzić transmisje na żywo, robić warsztaty.. i nie mogę.. wczoraj prosiłam o odpowiedź co jest we mnie takiego, że nie mogę tego zacząć robić.. i przyszła. Ocena samej siebie i znowu dążenie do jakiejś iluzorycznej doskonałości… Doskonałość kładła na całe moje życie cień, za którym się chowałam. Teraz pozostała już tylko fizyczność, ponieważ wewnętrznie czuję się kompletna i akceptuję siebie w pełni jako Istotę duchową, wiem Kim Jestem i akceptuję swoje niedoskonałości wynikające z projekcji umysłu. Lecz ciało wciąż pozostało do pokochania.
Oczywiście, ktoś może powiedzieć przecież wszystko jest do zmiany i jest zmianą.. tak jest, tylko we mnie wewnętrznie jest poczucie, że nie chodzi o to żebym zrobiłam głodówkę, dietę, botoks czy operacje plastyczne, bo to wszystko jest tylko potwierdzeniem braku akceptacji dla siebie. Całe życie obserwowałam kobiety, zastanawiając się co powoduje w nich tak ogromną determinację w dążeniu do jakiegoś określonego wyglądu. Nie czułam tego w sobie. Nie robiłam super diet, nie odchudzałam się pomimo tego że miałam całe życie wahania wagi i to znaczne. Intuicyjnie czułam, że skoro tak jest, to moje ciało coś mi pokazuje, ale nie miałam wtedy pojęcia co. Dziś już wiem, jednak brak akceptacji ciała pojawił się wyraźnie. Wiem, że jeśli nie zaakceptuje swojego ciała w takiej formie, to całe życie będę uciekała przed ludźmi w obawie przed oceną. Nie chce żadnych diet, nie chce żadnych operacji, nie chce żadnych zabiegów.. to kolejny aspekt na drodze pokochania siebie takiej jaką jestem. Jeśli to się stanie.. wtedy uznam proces scalania ducha z materią za skończony.
Pisząc to robię to świadomie, nie po to żeby ktoś tu napisał że tak nie jest, czy tak jest.. to w pewnym rodzaju powrót do FBkowej autoterapii. W jakiś sposób pisanie tutaj pomaga mi w akceptacji swoich nieuświadomionych aspektów i dzięki Bogu nie są to już procesy, które przechodzę latami wybaczając innym i sobie zranienia i usuwając programy lękowe czy pracując z emocjami.
Dziś jestem świadoma i dziękuje za prowadzenie w moim niekończącym się procesie rozwoju i scalania siebie.
Zycie na ziemi odkąd się urodziłam było dla mnie ogromnym wyzwaniem i przerażało mnie, wszystko było dla mnie obce i nie umiałam cieszyć się życiem w ciele fizycznym. Duchowość stanowiła dla mnie azyl i tam czułam się bezpiecznie.
Zrozumienie materii, zaakceptowanie jej i pozwolenie sobie na życie tutaj, to coś co zostawiłam sobie na koniec 😉 taki deser… bez którego uczta nie będzie skończona.
Tak więc.. dziś delektuję się deserkiem.. uświadomienie sobie tego faktu sporo mi zajęło, bo przecież przyznać się sama przed sobą do „brzydoty” kiedy jest się estetką, to naprawdę nie lada wyczyn.. dziś się przyznałam, nie akceptuję swojego wyglądu, bo nieświadomie uznałam z jakiś powodów kanony piękna, które obowiązują w tym świecie. Uznałam, że daleko od nich odbiegam. A tymczasem to jedynie przekonania i programy które bardzo silnie zaszczepia w nas od przedszkola Matrix.. Księżniczki, boginie, modelki, reklamy i w końcu mężczyźni którzy patrzą oczami widząc to co na zewnątrz… Tak bardzo chcemy być akceptowane zapominajac o tym, żeby najpierw zaakceptować same siebie.
Poczucie bycie niedoskonałym w kanonie uznanych wzorców piękna to ciągle poczucie niedoskonałości a zatem braku którego poszukujemy poprzez dokonywania zmian w swojej cielesności !
Tak.. To czas na uwolnienie również od modelu piękna które jest tylko iluzją ale w moim przypadku na tyle groźną, że powodowało izolację i ucieczkę.
Każda z nas zapewne ma lub miała momenty kiedy patrzy w lustro i widzi niedoskonałość.. Tylko co to jest doskonałość? Co to jest piękno? Czy piękne ciało bez wewnętrznego piękna jest piękne? I w końcu samo piękno? Kto wypełnił to słowo treścią? Zwykle mężczyźni określają kanony piękna kobiety bo ich odczuwanie piękna bazuje na walorach estetycznych. Nie chcę generalizować lecz jedynie głośno sie zastanawiam biorąc pod uwage większość a nie jednostki.
Kolejnym przekonaniem które nie bez powodu dźwięczy w moim umyśle to zdanie które kiedyś wypowiedziała jedna z uczestniczek warsztatów angielskich na których byłam.. „jak taka gruba i zaniedbana kobieta może prowadzić takie warsztaty? Przecież najpierw musi że sobą zrobić porządek żeby wyjść do ludzi i mówić o aniołach” koniec cytatu.. Panuje takie przekonanie, że tylko ci co już ze sobą zrobili porządek (co to oznacza nie wiem do dziś i nie sądzę żeby był ktokolwiek taki) mogą uczyć i przekazywać wiedzę innym ludziom!
To przekonanie wynika tylko z oceny tego co wydaje nam się niedoskonałe w innych czyli… W Kim? Właśnie w nas samych a nie w innych! To co oceniamy jako niedoskonałe to my sami.
Kończąc ten odkrywcze post 😊 udaje się w podróż do umysłu żeby uświadomić sobie jakiez to jeszcze przekonania o swojej niedoskonałości tam odnajde..
Dobrego dnia!
Namaste

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *